Ile jest warte 50 megapikseli, czyli rok z kawałkiem z Canonem EOS 5Ds

Na Canona EOS 5Ds przesiadałem się po siedmiu latach pracy z flagowego Canona EOS 1Ds Mark III, którego uwielbiałem. I chociaż jakość zdjęć „jedynki" była wciąż bardzo dobra, to technologia (i konkurencja) szły do przodu, a ja z coraz większą niecierpliwością oczekiwałem modelu 1Ds Mark IV. Jakie są praktyczne wnioski po roku używania nowej lustrzanki Canona? W tym tekście skupiłem się na tym, czego nie można stwierdzić po dwóch dniach testu. Do tego potrzebne jest długie używanie.

Na mojej liście marzeń była przede wszystkim większa rozdzielczość i szerzej rozstawione punkty autofokusa. Gdy Canon zapowiedział wprowadzenie do sprzedaży 5Ds, ustawiłem się natychmiast w kolejce i jako jeden z pierwszych w Polsce kupiłem go. Dosyć szybko też przeprowadziłem dokładny test jakości obrazu w porównaniu do najważniejszego konkurenta, czyli Nikona D810, a także Canona 5D Mark III.

Teraz, po ponad roku intensywnej pracy na Canonie EOS 5Ds, mogę jednak powiedzieć o wiele więcej. Zacznijmy od minusów:

Trudniej zrobić ostre zdjęcie

I to nie z powodu gorszego autofokusa, który zresztą jest bardzo dobry. Paradoksalnie, trudniej zrobić ostre zdjęcie z powodu, dla którego kupiłem ten aparat - rozdzielczości aż 50 megapikseli. Wytłumaczę to bardzo prosto. Canon EOS 1Ds Mark III robi pliki o wysokości 3744 px, w 5Ds wysokość pliku to 5792 px, czyli prawie dwa razy tyle. Teraz wyobraźcie sobie, że robicie zdjęcie w czasie na tyle długim, że może mieć wpływ na poruszenie zdjęcia, a tym samym na jego ostrość.

Powiedzmy, że w przy naciskaniu spustu ręka drgnie Wam na tyle, że obraz na matrycy przesunie się w czasie naświetlania o pół piksela. Co to jest pół piksela? Tyle co nic! A ponieważ żaden aparat nie ma możliwości naświetlenia pół piksela, to naświetli cały i efekt poruszenia nie będzie zarejestrowany i zauważony. Ale w tych samych warunkach to samo poruszenie na 5Ds spowoduje przesunięcie nie o pół piksela, a o cały piksel. Aparat zacznie więc najpierw naświetlać jeden piksel, a potem na skutek poruszenia, drugi piksel. No i w efekcie zamiast ostrej krawędzi mamy lekkie rozmycie.

Canon EOS 5Ds R

W praktyce oznacza to, że zdjęcia, które do tej pory robiłem nieporuszone na czasie 1/60 s, teraz musiałem robić na czasie 1/125 s, aby były ostre. Na szczęście problem ten nie występuje w studiu przy pracy na błysku. Natomiast w plenerze musiałem się nauczyć trochę inaczej podchodzić do kwestii czasu naświetlania niż przez ostatnie lata.

Wyższe czułości rozczarowują

ISO 100 i jakość jest genialna, ISO 200 nadal jest dobrze, ISO 400 i…. już pojawiają się w cieniach problemy z szumami, ISO 800 i jakość jest już dla mnie dyskusyjna. To po prostu nie jest aparat do pracy z wyższymi czułościami. Canon 6D przy ISO 1000 radzi sobie prawie tak dobrze jak przy ISO 100, ale 5Ds nie jest stworzone do tego. To aparat studyjny, do pejzażu (na statywie) czy portretu w dobrym świetle. To chyba dla mnie największe rozczarowanie i zawód, bo myślałem, że nowy aparat pozwoli mi bez problemu korzystać z większych czułości. Z drugiej strony, średnioformatowe aparaty też mają z tym problem, mogłem się więc tego spodziewać.

Bateria, o jaka słaba bateria

Przyzwyczajony byłem, że bateria w Canonie EOS 1Ds Mark III jest nie do zajechania. Przez siedem lat używałem jednej i tej samej baterii i nigdy chyba nie zdarzyło mi się, aby na sesji mi padła. Tutaj przeżyłem szybko totalne rozczarowanie. Na pierwszej sesji bateria skończyła się po ok. 240 zdjęciach robionych aparatem podpiętym do komputera! Szybko kupiłem drugą, która o dziwo okazała się lepsza. Z czasem nawet ta pierwsza poprawiła swoje osiągi, ale ja musiałem się przyzwyczaić, by zawsze mieć przy sobie ładowarkę i pamiętać, że gdy tylko padnie mi pierwsza bateria, to muszę ją ładować, bo nigdy nie wiadomo czy druga wystarczy. Fotografując w plenerze bez podpiętego komputera, jest w miarę sensownie, ale to oznacza 500–600 zdjęć, czasem może oszałamiające 800 klatek… nim bateria padnie.

Mniejsze RAW-y są dziwne

Gdy kupowałem aparat, miałem wyobrażenie, że do mniej wymagających zastosowań będę używał mniejszych RAW-ów w rozmiarze M, które mają rozdzielczość 29 Mpix. Użyłem ich tylko raz czy dwa. Te mniejsze pliki bardzo dziwnie reagowały przy obróbce. Niby wszystko jest tak samo, ale za każdym razem miałem mocne wrażenie, że coś jest nie tak. Tak jakby możliwości RAW-u zmniejszyły się razem z rozmiarem. Przestałem więc ich używać i nawet zastanawiać się, co jest nie tak. Szkoda mi było na to czasu.

Zobacz również: Nikon D7100

Uchwytu na kabel nie lubię

W 1Ds uchwyt trzymający kabel USB był bardzo sensowny i łatwy do użycia. W 5Ds wygląda, jakby zaprojektował go dywersant pracujący dla konkurencji. Uchwyt jest tak niewygodny do używania, że dałem sobie z nim spokój i wrzuciłem na dno szafy. A szafę mam ogromną. Na szczęście wtyczka USB 3 siedzi mocno i nie mam nigdy problemu z kablem.

Jeden z 50 milionów poległ na sesji

Pierwszy raz mi się to zdarzyło, że znalazłem na zdjęciu martwy piksel. Miałem 10D, 20D, 5D i 1Ds Mark III i nigdy nawet najmniejszy pikselek nie zawiódł. Te wszystkie aparaty miały w sumie mniej pikseli niż 5Ds, ale i tak martwy piksel to nie jest powód do dumy. Aparat jest na gwarancji, sprawdzę niedługo, co warunki gwarancji mówią o jednym marnym pikselu.

Tyle wad, znacznie więcej jest na szczęście zalet:

Ostrość! Jaka piękna ostrość

Jak już użyjemy dostatecznie krótkiego czasu ISO 100, to znajdziemy się w fotograficznym raju dla fanatyków ostrości. Zastanawiałem się nad kupnem Canona EOS 5Ds R, który jest jeszcze ostrzejszy, dzięki usunięciu filtru dolnoprzepustowego, ale bałem się problemów mory na tkaninach. Nie wiem czy te obawy były uzasadnione, ale ostrość zwykłego 5Ds jest dla mnie całkowicie wystarczająca.

Tak wygląda porównanie wielkości zdjęć 21 Mpx i 50 Mpx

Największa zaletą pracy na dużym pliku jest możliwość jego… zmniejszenia. Pełna rozdzielczość pliku jest rzadko wykorzystywana i najczęściej zdjęcie jest zmniejszane w druku, a dzięki temu jego ostrość rośnie. Natomiast gdy potrzebujemy naprawdę dużego pliku, np. przy druku kalendarzy w formacie B2 (50 x 70 cm), to 5Ds daje nam zdjęcie o dokładnie takiej rozdzielczości, podczas gdy z 1Ds Mark III plik musiał być interpolowany. Rok po roku robiłem kalendarz dla tej samej firmy i w tych samych warunkach. Gdy porównałem oba gotowe kalendarze, nie mogłem uwierzyć, jak duża była różnica w ostrości.

Rożnica w ostrości pojawia się też na zdjęciach w Internecie. Gdy tylko kupiłem aparat, zrobiłem pewien eksperyment. Sfotografowałem buty wykonane z tkaniny o drobnym splocie. Oba zdjęcia zrobiłem tym samym obiektywem, z tej samej odległości, ale dwoma aparatami: 1Ds Mark III i 5Ds. Liczba detali na zdjęciu z piątki była oczywiście bezsprzecznie większa ze względu na większą rozdzielczość. Następnie oba zdjęcia przerobiłem na jpg o wymiarach 1000 px na dłuższym boku. I tu się mile zdziwiłem. Na zdjęciu z 5Ds liczba szczegółów nadal była większa, a faktura tkaniny była lepiej odwzorowana.

Komputer daje radę

Kolejna rzecz, której się obawiałem, to jak przy tych ogromnych RAW-ach (60–80 MB) zadziałają moje komputery. Okazało się, że problem nie istnieje. Oba moje maki, stary Mac Pro 3.1 2008 i nowy MacBook Pro 2015, nie zauważyły nawet, że pracuję na większych plikach. Oczywiście warunek jest jeden. Do obróbki trzeba użyć Capture One. Aperture ledwo zipie na tych zdjęciach, Lightroom też słabo sobie radził. Jedynie CO radzi sobie znakomicie, widać, że został stworzony do pracy z plikami o bardzo dużej rozdzielczości. Również przy pracy z tetheringiem, dzięki USB 3 zdjęcie pojawia się na ekranie błyskawicznie.

Oczywiście innym problemem jest praca w Photoshopie, gdzie dodanie kilku warstw sprawia, że przekroczenie 2GB na plik jest standardem. Co się dziwić, skoro tiff w 16 bitach waży 288 MB.

Ten sam problem objawia się przy archiwizacji zdjęć. Przestrzeń na dysku znika błyskawicznie. Ma to też dobre strony. Musiałem błyskawicznie nauczyć się kasować wszystko co niepotrzebne, żadnego tam „przydamisię” - wszystko co nie jest niezbędne, ląduje w koszu. Tylko dzięki temu nie wydałem wszystkich pieniędzy na dyski.

Autofokus. Tu zaszła zmiana

Nigdy nie narzekałem na autofokus w 1Ds Mark III, ale umówmy się — fotografując nieruchome samochody albo kobiety w studiu, super szybki autofokus nie jest potrzebny. To, czego bardzo mi brakowało, to szersze rozstawienie punktów ostrości. Robiąc portret w pionie, najbardziej skrajny punkt ostrości często wychodził mi na szyi. W 5Ds jest zacznie lepiej, punkty ostrości są szerzej rozstawione (choć do ideału jeszcze trochę brakuje) i jest ich mnóstwo, do tego podzielone na strefy, grupy itd. Może jak przeczytam jeszcze ze dwa razy instrukcję, to zrozumiem do końca, jak to działa. Jest to trochę przekombinowane, ale działa bardzo dobrze. Moje potrzeby pod tym względem nie są zbyt skomplikowane, ale zapewne są ludzie, którzy potrzebują tych wszystkich stref, śledzenia itd.

Pyłki? Jakie pyłki?

Pod względem czystości matrycy to jest kosmiczna poprawa. Zapomniałem o plamach na matrycy! Sto razy przeklęta przeze mnie czynność czyszczenia zdjęcia z plamek jest tylko wspomnieniem. Nie wiem, jak to zrobili, ale matryca jest ciągle czysta. Raz na jakiś czas pojawia się na chwilę jedna plamka, ale po wyłączeniu i włączeniu aparatu znika! Wreszcie czyszczenie matrycy działa perfekcyjnie. A bałem się, że przy tej rozdzielczości problem z kurzem na matrycy będzie znacznie większy niż w poprzednim aparacie.

I nie myślcie, że pracowałem wyłącznie w studiu. Robiłem zdjęcia w tak różnych i kiepskich warunkach, że tym bardziej jestem zaskoczony, jak dobrze działa system czyszczenia matrycy.

Trzymam poziom

To mały drobiazg, ale genialny. W wizjerze mam cały czas włączoną poziomicę, która działa w dwóch płaszczyznach. Przydaje się przy pracy na statywie, jednak główne jej zalety wychodzą przy fotografowaniu z ręki. Ja zawsze miałem problem z utrzymaniem idealnego poziomu, teraz jest to bardzo proste.

Również cała masa innych informacji wyświetlanych w wizjerze, które na dodatek możemy wybrać sami, jest bardzo czytelna i pomaga. Wizjer to zdecydowanie mocna strona aparatu.

No i w sumie…

Celowo nie piszę tu wszystkim, co można było przeczytać w wielu testach, również na moim blogu, ergonomia jest bardzo dobra, wyświetlacz też, migawka chodzi miękko itd. Skupiłem się tu na tym, czego nie można stwierdzić po dwóch dniach testu, bo potrzebne jest długie używanie. Całkowicie też podarowałem sobie milion opcji wbudowanych w aparat, których nigdy w życiu nie użyłem, jak np. obróbka RAW w aparacie. Na szczęście menu wyświetlane na tylnym ekranie można spersonalizować i zapomnieć o niepotrzebnych funkcjach.

Canona EOS 5Ds nie spotyka się zbyt często na naszym rynku, daleko mu do 5D Mark III pod względem popularności i myślę, że to nie do końca wina wysokiej ceny. W chwili wejścia na rynek jego cena była na poziomie 15 000 zł, teraz można bez problemu kupić go za 13 000 zł. To nadal ogromne pieniądze, chyba że porównamy go do 5D Mark IV, na którego trzeba wydać 15 000 zł. Gdybym dzisiaj kupował nowy aparat, nie zastanawiałbym się nad tym ostatnim, bo nie potrzebuję zaawansowanych funkcji video. Nie muszę też pracować na wysokich czułościach. Chciałbym za to mieć Wi-Fi, które pozwala na zdalne sterowanie i podgląd na telefonie czy iPadzie. Brakuje mi też wbudowanego GPS-u, zwłaszcza że ostatnio dużo podróżowałem i teraz muszę sobie przypominać, gdzie które zdjęcie zrobiłem.

Niemniej w ostatecznym rozrachunku wybrałbym i tak większą rozdzielczość aparatu, bo to jest to, na czym najbardziej mi zależy.

Moje marzenia na przyszłość?

Poza dodaniem takich drobiazgów jak Wi-Fi i GPS, może jeszcze podświetlanych przycisków na body, chciałbym przede wszystkim, by mój następny Canon dorównał średnioformatowym aparatom pod względem rozpiętości tonalnej. Słyszałem, że Sony A7R Mark II osiąga tu dobre wyniki, ale nie miałem z tym aparatem do czynienia i nie wiem, o ile lepszy jest w praktyce od Canona, a chętnie bym to sprawdził. Z drugiej strony jestem tak przyzwyczajony do lustrzanki, że nie wyobrażam sobie pracy na bezlusterkowcu.

Kończąc już, wnioski są dla mnie proste. Jestem bardzo zadowolony, bo aparat spełnił moje oczekiwania i jest dokładnie tym, czego na co dzień potrzebuję. Nie widzę też w tej chwili innego aparatu, który byłby dla mnie lepszy. A Wy sami musicie ocenić, czy takiego aparatu potrzebujecie :)

Zobacz więcej artykułów z serii: Testy lustrzanek

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Tenba Roadie II Hybrid - test uniwersalnej walizki dla fotografów Tamron SP 70-200 mm f/2.8 Di VC USD z Canonem w tle [test] Thule Aspect DSLR - plecak fotograficzny na każdą okazję [test] Canon EOS M6, czyli bezlusterkowiec z opcjonalnym wizjerem w naszych rękach Canon EOS 77D i 800D w naszych rękach. Zobacz główne różnice i poznaj polskie ceny Nowe portretówki Sony FE 100 mm f/2.8 i 85 mm f/1.8 - pierwsze wrażenia i zdjęcia przykładowe Sony A6500 - test trybu filmowego Pentax KP - zaawansowana lustrzanka z matrycą APS-C na nowo Fujifilm X100F - pierwsze zdjęcia i porównanie szumów Fujifilm GFX 50S - pierwsze zdjęcia i wrażenia Fujifilm X-T20 - pierwsze przykładowe zdjęcia i porównanie szumów Czekając na Sony A9? Moje dwa lata z Sony - podsumowanie Sony A6500 - topowy bezlusterkowiec pełen sprzeczności [test] Panasonic – dwa mikrozoomy do Mikro 4/3 [test] Affinity Photo - czy Adobe ma powody do obaw? [recenzja] Leica M10 - pierwsze zdjęcia z Wetzlar Canon EOS 5D Mark IV - test trybu filmowego Canon EOS M5 - test bezlusterkowca, na którego długo czekaliśmy Fujifilm 56 mm f/1.2 APD – prawie test, czyli kadrów kilka z nowej portretówki Sigma 12-24 mm f/4 DG HSM ART – jeśli nie rekord, to co? [test] Nikon D5600 - test lustrzanki z Wi-Fi i Bluetooth dla entuzjastów fotografii Taka mała, taka duża – dwie kulowe głowice Vanguarda [test] Olympus OM-D E-M1 Mark II - najszybszy na rynku [test] Panasonic Lumix GH5 to marzenie filmowców i technologiczny pokaz siły. Nasze pierwsze wrażenia

Popularne w tym tygodniu:

Sigma 8-16 mm f/4.5-5.6 DC HSM - stare, ale jare i rekordowo szerokie szkło APS-C [test] House of Retouching o Wacom Intuos Pro Panasonic Lumix DMC-GH5 – test trybu filmowego